Kliknij Kliknij Kliknij Kliknij

 
     Wstęp
     Aktualności

     Biografia
     Kalendarium
     Cytaty
     Ciekawostki

     Dyskografia
     Utwory
     Teksty
     Tłumaczenia
     Wideografia/DVD
     Bootlegi
     Trasy koncertowe

     Dyskografia
     Teksty
     Tłumaczenia
     Artykuły
     Cytaty

     Gitarzyści
     Basiści
     Perkusiści


Wykonawca: Ozzy Osbourne
Tytuł albumu: Tribute
Rok wydania: 1987
Wytwórnia: CBS Associated/Epic

Wykonawcy:
           Ozzy Osbourne - wokal;
           Randy Rhoads - gitara;
           Rudy Sarzo - gitara basowa;
           Tommy Aldridge - perkusja;
           gościnnie: Don Airey - klawisze

Lista kawałków:
            1. Intro: Theme from Carmina Burana 1:00
            2. I Don't Know 4:43
            3. Crazy Train 5:22
            4. Believer 5:08
            5. Mr. Crowley 5:44
            6. Flying High Again 4:20
            7. Revelation (Mother Earth) 5:49
            8. Steal Away (The Night) + Tommy Aldridge solo 8:17
            9. Suicide Solution + Randy Rhoads solo 7:53
            10. Iron man 2:51
            11. Children Of the Grave 5:57
            12. Paranoid 2:56
            13. Goodbye To Romance 5:34
            14. No Bone Movies 4:09
            15. Dee (z archiwum studia) 4:21

Łączny czas: 74:04

Single:
           1. Crazy Train
           (Crazy Train z "Tibute" i Crazy Train z "Blizzard Of Ozz")
           (Crazy Train)

Mówi Ozzy:
           19 Marzec 1982 roku to dzień, który zostanie w mej pamięci na zawsze. Nie tylko dlatego, że straciłem wtedy swojego najlepszego przyjaciela, ale też dlatego, że świat stracił najlepszego muzyka jakiego kiedykolwiek znałem. Poznałem Randy'ego Rhoadsa w 1979 roku. W tym czasie byłem w stanie okropnej depresji, a on był właśnie tym, o kim marzyłem, jako moim gitarzyście, przyjacielu i kompozytorze. Randy sprawił, że spełniły się wszystkie moje muzyczne marzenia. Oprócz tego był wspaniałym człowiekiem, inspirował i rozśmieszał wszystkich dookoła, roztaczał wokół siebie wielką aurę pozytywnej energii. Czas gry w zespole z Randym to jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Album "Tribute", to nagrania koncertowe z końca 1981 roku. Chciałem je wydać już dawno, jednak dopiero teraz ja i pani Delores Rhoads uznaliśmy, że nadszedł właściwy czas. Wiem, że jego gra na gitarze nigdy nie zostanie zapomniana i nadal będzie inspirowała Was wszystkich. To jest mój hołd dla Randy'ego Rhoadsa. Niech cię Bóg błogosławi Randy , mój przyjacielu !!!



Krótko zwięźle i na temat:

Jedna z najważniejszych i najlepszych rockowych koncertówek, przede wszystkim niesamowity popis nieodżałowanego Randy'ego Rhoadsa.



Recenzja 1:
          Z wydaniem albumu mającym stanowić hołd dla Randy'ego Rhoadsa Ozzy nosił się przez prawie pięć lat. Jak sam mówi: "bałem się stanąć twarzą w twarz z tą tragedią, unikałem tego tematu. To zbyt wielki ból, ogromna strata. On był nie tylko największym muzykiem jakiego znałem, ale także moim najlepszym przyjacielem".
          W końcu w roku 1987 ukazał się album "Tribute" sygnowany jako dzieło dwójki "Ozzy Osbourne-Randy Rhoads" i zawierający zapis koncertu(ów) zespołu Ozzy'ego z Randym w składzie. Duża w tym zasługa fanów, którzy od dłuższego czasu domagali się od Ozzy'ego opublikowania tychże nagrań.
          "Tribute" zawiera 13 piosenek oraz zarejestrowane w studiu podejścia Randy'ego do nagrania utworu "Dee". Na krążku możemy usłyszeć w wersjach koncertowych wszystkie (sic!) utwory z albumu "Blizzard Of Ozz" (wliczając "Dee"), trzy sabbathowe klasyki, solo na gitarze i perkusji i, niestety, zaledwie dwa utwory z "Diary Of A Madman" (choć niewątpliwie ciężko byłoby tu jeszcze cokolwiek wcisnąć).
          Po odpaleniu płyty i krótkim intrze w postaci tradycyjnego fragmentu z "Carmina Burana", słyszymy tradycyjnie rozpoczynający koncert Ozzy'ego riff do "I Don't Know" i... ktoś, kto nie słyszał wcześniej wersji koncertowej może po prostu oniemieć z wrażenia. Randy gra go dynamiczniej, agresywniej i szybciej aniżeli w studiu. Pałer płynący z tego kawałka rozwala. I tak już jest do końca.
          Utwory z "Blizzard..." i "Diary..." grane są z większą energią, której nie udało się wykrzesać w studiu. Wyjątkami są tutaj tylko "Crazy Train" (niestety, riff zagrany o wiele wolniej) i "Revelation". Warto wsłuchać się w grę Randy'ego - który jest niewątpliwie głównym bohaterem tego albumu -sporo kombinuje, wykorzystując całą gamę sztuczek i efektów ubarwia linie melodyczne i solówki utworów, dodając mnóstwo wstawek i gitarowych smaczków. Jego gra jest po prostu wyśmienita.
          Nie dziwi więc fakt, że spora grupa fanów właśnie wersje z "Tribute" zdecydowanie przedkłada nad te z albumów studyjnych. Dla wielu osób najważniejszym punktem tego albumu jest "Suicide Solution" okraszone kilkuminutowym, pięknym i ultraszybkim solem Randy'ego. Ja jednak za największe perełki tego albumu uważam wykonania sabbathowych klasyków - skrócony do niespełna 3 minut i pozbawiony solówki "Iron Man" z ciekawym przejściem do fantastycznej, okraszonej niesamowitą solówką wersji "Children Of The Grave" i w końcu - pełna werwy i czadu, genialna wersja "Paranoid". Randy nie usiłuje tu zmierzyć się w ciężkim riffowaniu z Iommim, lecz gra te nieśmiertelne akordy po swojemu, nadając im zupełnie nową jakość i odciskając na nich swoje piętno. Dzięki temu możemy spojrzeć na te utwory z zupełnie innej strony, a efekt po prostu zachwyca.
           Na sam koniec, mamy wspomniane fragmenty ze studia. Krótki 4-minutowy fragment ukazuje nam Rhoadsa jako perfekcjoniste, dbającego o najdrobniejszy szczegół wykonań... Nie ma wątpliwości, że "Tribute" ukazuje załogę Ozzy'ego będącą w szczytowej formie. Sam Ozz, choć jak wiadomo, nigdy na koncertach nie wypadał rewelacyjnie i tak dobrze jak w studiu, tutaj prezentuje się po prostu znakomicie. Zwróćcie także uwagę na znakomite brzmienie albumu - wspaniałe selektywne brzmienie i idealne proporcje w brzmieniu instrumentów. Do tego czuć tu niesamowitą atmosferę prawdziwego koncertu - sporo gitaroywch brudów, trochę nieodłącznych koncertowych pomyłek, rozgadany Ozzy, świetnie bawiąca się i reagująca publika. Wszystkie te czynniki sprawiają, że "Tribute" zaliczany jest w poczet najwybitniejszych koncertówek w historii rocka. I tylko łezka kręci się w oku, że Randy nie dostał okazji, aby dać nam więcej tego typu przeżyć.
          Absolutna klasyka ! Wstyd nie znać !

Recenzent: Ocena: Do Dyskografii:
Elwood 6 Wróć...


Recenzja 2:
          Moim zdaniem Randy Rhoads o wiele lepiej wypadał na koncertach, niż w studio, dlatego uważam, że "Tribute" to najlepszy album Ozzy'ego z Randym na gitarze. Płyta ta jest o prostu doskonała. Jedynym jej minusem jest brak kilku świetnych utworów z "Diary..." (np. "Over the Mountain" czy utworu tytyłowego). Poza tym można mówić o niej w samych superlatywach. Przestrzenne, selektywne brzmienie (naprawdę świetnie słychać grę każdego instrumentu), świetnie słyszalna publiczność, indywidualne popisy muzyków. Krótko mówiąc, wszystko, czym powinien się odznaczać dobry album koncertowy.
          Słuchając albumu należy zwrócić uwagę, że główną gwiazdą całego spektaklu nie jest wcale Ozzy, lecz właśnie Randy. Słuchając tego krążka, nasza uwaga skupia się na grze Rhoadsa, a ta jest wyśmienita. Facet przechodzi tu samego siebie. Właściwie każdy kawałek odznacza się polotem i czadem, który nie został z niego wykrzesany w studiu (wiem, że wielu z was się z tym nie zgodzi, ale takie mam zdanie na ten temat). Koncert rozpoczyna tradycyjne intro - "Carmina Burana", po czym jak grom z jasnego nieba spada "I Don't Know". I to jest chyba najlepszy przykład tego o czym pisałem wcześniej - na koncercie "kawałek" ten ma po stokroć więcej czadu niż wersja z "Blizzard of Ozz". Genialny riff, świetne solo w środku.. po prostu palce lizać. Dalej lecą "Crazy Train" i "Believer".Oba po prostu są wzorowo odegrane i... tyle.
          Postój (czytaj -> zwrócić uwagę) należy zrobić przy "Mr. Crowley". Ten utwór również bije na głowę wersję studyjną. Ważnym elementem tej kompozycji sa wspaniałe sola gitarowe, a te na "Blizzard Of Ozz" zostały "stłamszone" przez studio. Dopiero koncerty pokazały niesamowite piękno tej kompozycji i tych solówek. Kolejne kompozycje raczej nie odbiegają od oryginalnych wersji, więc nie ma nad czym się tu rozwodzić. Nieodłącznym elementem koncertów Ozzy'ego są oczywiście klasyki legendarnego Black Sabbath.
          Gdy słuchałem tej płyty po raz pierwszy, właśnie ich byłem najbardziej ciekaw. Nie powiem że czuję się zawiedziony, ale to nie to samo, co oryginał. W każdym razie szacuneczek dla Randy'ego że zagrał to po swojemu.
          Na koniec w formie bonusu zamieszczony jest studyjne podejście Randy'ego do kawałka "Dee". Nie ma tu jednak nic nadzwyczajnego. Tak, jak wspomnialem na początku, płyta jest doskonała i jest to obowiązkowa pozycja dla każdego fana ciężkiej muzy, a także miłośników gitarowego rzemiosła. Naprawdę, to obciach nie mieć tego wydawnictwa.

Recenzent: Ocena: Do Dyskografii:
Cantrell 6! Wróć...


Recenzja 2:
          19 marca 1982 roku w wypadku lotniczym zginął Randy Rhoads - gość, bez którego Ozzy nie odniósłby tak wielkiego sukcesu po odejściu z Black Sabbath. Korzyści spotkania Randy'ego z wielkim Ozzem były obustronne, gdyż dzięki niemu wypłynął geniusz młodziutkiego gitarzysty a Mistrz znów stanął na nogi by powalić świat na kolana. Dziś już nie ulega wątpliwości, że Rhoads nie był zwykłym gitarzystą, lecz muzycznym geniuszem, który opanowawszy do perfekcji grę na gitarze, śmiało wprowadzał do swoich kompozycji elementy muzyki klasycznej, przez co prosty Hard Rock nabrał szlachetności.
          Tribute to koncertowy zbiór nagrań, który jest swoistym hołdem poświęconym jednemu z najwspanialszych gitarzystów świata, który przedwcześnie zszedł z tego świata. Stratę spowodowaną tragicznym wypadkiem napewno zrozumie każdy kto zapozna się z tym albumem. Płyta zawiera wszystkie najwspanialsze kompozycje z pierwszych trzech longplayów Ozza - są więc Crazy Train, Goodbye To Romance, Suicide Solution oraz największy "hicior" - Mr Crowley . Pomimo tak wielu świetnych utworów solowych
          Ozzy nie chce abyśmy zapomnieli o jego korzeniach i serwuje nieśmiertelne Paranoid oraz dwa inne klasyki Black Sabbath - Iron Man i Children Of The Grave. Wykonanie całego repertuaru jest wręcz perfekcyjne. Oczywiście najbardziej zachwyca gitarowa wymiatanka Randy'ego przyozdobiona pięknymi solówkami ( wspaniały popis w Suicide Solution ). Słuchając tego ma się wrażenie obcowania z magią! Kiedyś ktoś napisał: "Tribute to esencja rocka..."
          Pozwolę sobie tylko dodać, że bezsprzecznie Tribute należy się jedno z czołowych miejsc w kanonie płyt koncertowych, na równi z takimi wydawnictwami jak "Live & Dangerous" - Thin Lizzy, "Made In Japan"- Deep Purple czy chociażby osławionego "Live After Death" - Iron Maiden! Bez dyskusji!

Recenzent: Ocena: Do Dyskografii:
Mormo 6! Wróć...


 


     Płyty Studyjne
     Single
     Reedycje
     Gościnnie
     Inne