Kliknij Kliknij Kliknij Kliknij

 
     Wstęp
     Aktualności

     Biografia
     Kalendarium
     Cytaty
     Ciekawostki

     Dyskografia
     Utwory
     Teksty
     Tłumaczenia
     Wideografia/DVD
     Bootlegi
     Trasy koncertowe

     Dyskografia
     Teksty
     Tłumaczenia
     Artykuły
     Cytaty

     Gitarzyści
     Basiści
     Perkusiści


Teksty Przetłumaczone Teksty Oryginalne
Teksty
Wykonawca: Ozzy Osbourne
Tytuł albumu: Diary Of A Madman
Rok wydania: 1981
Wytwórnia: Jet Records
Producent: Max Norman, Ozzy Osbourne i Randy Rhoads

Wykonawcy:
           Ozzy Osbourne - wokal;
           Randy Rhoads - gitara;
           Bob Daisley - gitara basowa;
           Lee Kerslake - perkusja;
           gościnnie: Don Airey - klawisze

Uwaga: W niektórych "książeczkach" jest podany błędny skład - z Rudy Sarzo na basie i Tommym Aldridge na perkusji

Lista kawałków:
            1. Over The Mountain 4:32
            2. Flying High Again 4:44
            3. You Can't Kill Rock And Roll 7:00
            4. Believer 5:15
            5. Little Dolls 5:40
            6. Tonight 5:51
            7. S.A.T.O 4:08
            8. Diary Of A Madman 6:14

Łączny czas: 43:28

Single:
           1. Over The Mountain
           (Over The Mountain i I Don't Know)
           (Over The Mountain i Mr.Crowley)

           2. Flying High Again
           (Flying High Again i 18 minutowa wersja Diary Of A Madman)
           (Flying High Again i I Don't Know (obie piosenki w wersjach koncertowych)

           3. Little Dolls
           (Little Dolls i Tonight)

Teledyski:
           1. Diary Of A Madman (dostępny m.in. na składance Metal Edge z 1983 roku)



Krótko zwięźle i na temat:
Trudno wyobrazić sobie lepszego następcę genialnego "Blizzarda"


Recenzja:
           Świat nie zdążył się jeszcze nacieszyć genialnym "Blizzard Of Ozz" , kiedy Ozzy wydał swoją drugą płytę - "Diary Of A Madman" . W tym przypadku nie sprawdziło się przysłowie, iż pośpiech jest złym doradcą, bowiem album okazał się równie udany zarówno pod względem artystycznym, jak i komercyjnym.
           Myli się jednak ten, kto myśli że oba wydawnictwa są do siebie bardzo podobne. Na "Diary..." znalazło się więcej utworów o dość spokojnym tempie, a szybsze "kawałki" są znacznie bardziej rozbudowane i opierają się na mocniejszych, niż poprzednio zagrywkach riffowych. Randy Rhoads ponownie stworzył niezwykle interesujące riffy i melodie, a na to co wyrabia ten gość w solówkach po prostu brakuje słów. Wyraźnie słychać też obsesję gitarzysty na punkcie łączenia dźwięków gitary elektrycznej i akustycznej ("You Can't Kill Rock And Roll" , czy "Diary Of A Madman"). Nie muszę chyba dodawać, że Ozzy był w fenomenalnej formie wokalnej, a Bob Daisley i Lee Kerslake zapewnili bardzo wysoki poziom sekcji rytmicznej.

          Na sam początek dostajemy niezwykle silny zastrzyk energii. "Over The Mountain" to utwór wybitny, opierający się na ostrym i szybkim riffie. Ten "kawałek" nie ma żadnego słabego punktu. Uwagę zwraca doskonała, mocna linia melodyjna, bardzo fajnie śpiewany refren, no i to co następuje po nim... Randy powoli się wtedy rozpędza, aby w końcu rozpocząć swoje solo. I chociażby dla tego fragmentu popisu jego umiejętności trzeba mieć ten album. Przyznam się, że kiedy pierwszy raz usłyszałem tę solówkę, o mało nie spadłem z krzesła, a teraz kiedy słucham ją po raz 100+x (z pewnością x>50) nadal sprawia na mnie niesamowite wrażenie. I odważę się to napisać: jest to jedna z najlepszych solówek na gitarę elektryczną, jaką kiedykolwiek wymyślono. A jeżeli ktoś się z tym nie zgadza, niech wskaże mi lepszy "kawałek". Było i jest wielu gitarowych geniuszy, ale nikt nie gra(ł) tak jak Randy...
          Następny utwór - "Flying High Again" - zaciekawia przede wszystkim mocnym riffem o interesującej i nietypowej konstrukcji oraz kolejnymi niesamowitymi popisami gitarzysty, ale i cały "kawałek" z pewnością powinien się podobać.
          Następnie przechodzimy w nieco spokojniejsze klimaty. Kolejny utwór o, miejmy nadzieję, proroczym tytule, to doskonały riff na "pudle" oraz bardzo fajny wokal i refren, w którym włączą się gitara elektryczna, nadając wszystkiemu bardziej dynamiczny charakter. Warto zwrócić też uwagę na liczne gitarowe "smaczki". Z pewnością tworzy to jedną z najlepszych ballad Ozzy'ego (czy on kiedykolwiek stworzył słabą balladę ???).
          Potem najsłabszy punkt albumu - "Believer". O ile sam poczatek może się tu podobać, to linia wokalna i refren już z pewnością nie. Jedynym elementem trzymającym bardzo wysoki poziom i ratującym honor utworu jest oczywiście solówka Rhoadsa. Przechodzimy więc dalej.
          W "Little Dolls" dość mocno zaznacza swoją obecność perkusja, mamy fajną gitarę, ale znów nie przekonuje słabiutki refren. Jest też zaskakująca solówka, tym razem Randy nie pędzi przed siebie z szybkością błyskawicy, lecz zagrywa fenomenalną, spokojną melodię, ukazując jak bardzo jest wszechstronny.
          Dalej, "Tonight" to całkiem fajna balladka, co najważniejsze z dobrym refrenem, ale nie zostaje w pamięci na długo, w przeciwieństwie do dwóch ostatnich "kawałków".
          Najpierw czadowy "S.A.T.O" z rewelacyjną gitarą i wokalem, a na końcu utwór tytułowy, świetnie podsumowujący cały album. Najpierw spokojny wstęp na "pudle", brutalnie przerwany ostrą zagrywką Randy'ego, potem powrót do wolniejszego tempa i typowo balladowa linia melodyczna. Nie jest to jednak typowy "smęt", o czym co chwila przypomina nam Randy "kąsając" świetnymi wejściami. Warto zwrócić uwagę na fragment, w którym Ozzy śpiewa na tle chóru, po czym mamy chwilowy rytm na "pudle", który zostaje wymieciony huragonowym zagraniem Randy'ego. Przecież to co ten facet wyrabia na "wiośle", przechodzi ludzkie pojęcie... Cały kawałek ma swoją dramaturgię i z pewnością można zaliczyć go do Osbournowskich arcydzieł !!!
          "Diary Of A Madman" to ostatni studyjny album Ozzy'ego z Randym Rhoadsem. Rok później, w wyniku fatalnego wypadku samolotowego, 26-letniego Randy'ego nie było już wśród żywych. Myślę, że po wysłuchaniu tego albumu każdy powinien zdać sobie sprawę, jak wielkiego człowieka stracił świat muzyczny...

Recenzent: Ocena: Do Dyskografii:
Elwood 6 Wróć...



 


     Płyty Studyjne
     Single
     Reedycje
     Gościnnie
     Inne