Kliknij Kliknij Kliknij Kliknij

 
     Wstęp
     Aktualności

     Biografia
     Kalendarium
     Cytaty
     Ciekawostki

     Dyskografia
     Utwory
     Teksty
     Tłumaczenia
     Wideografia/DVD
     Bootlegi
     Trasy koncertowe

     Dyskografia
     Teksty
     Tłumaczenia
     Artykuły
     Cytaty

     Gitarzyści
     Basiści
     Perkusiści


Teksty Przetłumaczone Teksty Oryginalne
Teksty
Wykonawca: Ozzy Osbourne
Tytuł albumu: Down To Earth
Rok wydania: 2001
Wytwórnia: Sony Music Entertainment
Producent: Tim Palmer

Wykonawcy:
           Ozzy Osbourne - wokal;
           Zakk Wylde - gitara;
           Robert Trujillo - gitara basowa;
           Mike Bordin - perkusja;
           Tim Palmer - klawisze, gitara
           rytmiczna, gitara akustyczna,
           military drums, chórki
           Michael Railo - klawisze, chórki
            i aranżacja smyczków;

Lista kawałków:

            1. Gets Me Through 5:05
            2. Facing Hell 4:26
            3. Dreamer 4:45
            4. No Easy Way Out 5:06
            5. That I Never Had 4:23
            6. You Know.. (Part 1) 1:06
            7. Junkie 4:28
            8. Running Out Of Time 5:06
            9. Black Illusion 4:21
            10. Alive 4:54
            11. Can You Hear Them ? 4:59

Łączny czas: 48:41

Info:
            Japońska wersja albumu zawiera dodatkowo utwór pt. "No Place For The Angels".

Single:
           1. Gets Me Through
           (3 wersje Gets Me Through)
           (Gets Me Through, No Place For The Angels, Alive)

           2. Dreamer
           (Dreamer, Dreamer w wersji akustycznej, Black Skies)


Teledyski:
           1. Gets Me Through
           2. Dreamer



Krótko zwięźle i na temat:

Mistrz powraca po 6 latach... i jest lepszy niż kiedykolwiek. Znakomity album, najcięższy z dotychczasowych.



Recenzja 1:
          Czekaliśmy na tą chwilę aż 6 lat, ale warto było - Panie i Panowie - Ozzy Osbourne nagrał kolejny rewelacyjny album, o którym sam mówi, że jest "bardzo dobry i bardzo ozzy". I chociaż ciężko jest go porównać do wcześniejszych "krążków" Ozza i jak nigdy dotąd słychać na nim wpływy Black Sabbath ("No Easy Way Out", "Junkie" i "Black Illusion") oraz losy solowej kariery Zakka Wylde'a (Black Label Society), to nie ma wątpliwości, że Ozzy nagrał płytę w swoim stylu, a właśnie tego wszyscy oczekiwaliśmy. Nie znajdziemy tu sampli, skreczów i innych nowometalowych bzdetów, mamy po prostu wokal, gitary, bas, perkusję i pojawiające się gdzieniegdzie klawisze. Wystarczy.
          "Down To Earth" to zdecydowanie najcięższy i najbardziej "sabbathowski" album w karierze Ozzy'ego. Słychać, że tym razem Ozzman większą uwagę niż na melodie, zwrócił na ciężar brzmienia utworów. Mnie osobiście taki zabieg bardzo się podoba i przyznam, że dokładnie tego oczekiwałem. Oczywiście nie byłoby takiego brzmienia bez Zakka Wylde'a, który chociaż nie napisał żadnego utworu (!), to jednak jest odpowiedzialny za tak ciężkie i sugestywne brzmienie albumu. Swoją drogą, Zakk po raz kolejny zaskakuje i pokazuje, że jest mistrzem w swoim fachu. Kiedy słuchaliśmy jego gry na poprzednich albumach Ozza, wydawało się że osiągnął on już szczyt swoich możliwości. Tymczasem on najpierw zaskoczył nas bluesowym Pride&Glory, potem balladowym "Book Of Shadows", żeby w końcu powalić wszystkich niedowiarków swoim piekielnie ciężkim Black Label Society. Wydawać się to może nieprawdopodobne, ale na "Down To Earth" słychać, że ten facet wciąż się rozwija. Wystarczy wsłuchać się niesamowite solówki, w których przeszedł po prostu samego siebie ("Gets Me Through", "No Easy Way Out", "That I Never Had", "Junkie", "Black Illusion"). Wśród zalewu nu-metalowych zespolików, które solówki uważają za staroświecki przeżytek, słuchanie takich "perełek" sprawia niesamowita radość i przyjemność. A panowie z różnych krejzytołnów, linkinparków, limpibiskitów i tym podobnym, powinni zaszyć się głęboko pod ziemią...
          Nie zawodzą także nowi instrumentaliści. Mike Bordin gra dosyć oszczędnie, ale niezwykle sugestywnie i mocno (np. "Facing Hell"), natomiast Robert Trujillo, choć może wydawać się nieobecny, pokazuje wielką klasę. Ozzy ? Nie zmienił się. Wciąż zachwyca, wciąż zaskakuje i wciąż doskonale śpiewa ! Wielkie słowa uznania także dla producenta Tima Palmera, który naprawdę genialnie wyprodukował ten album. Ale oprócz tego sam zagrał na gitarze rytmicznej, klawiszach, a także pokazał wgniatającą w ziemię moc instrumentu o nazwie "military drums". Po raz kolejny udowodnił swoją klasę.
          Nie możemy zapominać także o całej rzeszy współautorów piosenek, a są tam takie znakomitości jak Joe Holmes, Marty Frederiksen, Danny Saber, Geoff Nichols czy Mick Jones. Wszyscy naprawde zasłużyli na pochwały. Także Ozzy, jako tekściarz, tradycyjnie świetnie się sprawdził.
          Album zaczyna się od znanego z singla "Gets Me Through", który stanowi ukłon Ozzy'ego w stronę fanów. Wspaniały, trochę gotycki wstęp na klawiszach, potem świetne wejście Zakka z doskonałym riffem i linią melodyczna, a także wpadający w ucho refren i niesamowite solo... Co tu dużo pisać, po prostu arcydzieło !
          Następnie słyszymy nieziemski i tajemniczy wstęp na klawiszach (trochę w stylu Rammsteina z albumu "Mutter"), który znów przechodzi w świetny dynamiczny i ciężki utwór - "Facing Hell", będący jednym z najlepszych na albumie. Warto zwrócić uwagę na demoniczny śmiech po pierwszej zwrotce (kłania się Ozzy z początków kariery solowej) i niesamowity wokal pod koniec piosenki.
          Natomiast trzeci utwór to kompletne zaskoczenie - przepiękna ballada "Dreamer", która zarówno pod względem tekstowym, jak i melodyjnym natychmiast kojarzy się ze słynnym protest-songiem Lennona - "Imagine". Jedno jest pewne - tylko Ozzy potrafi tak zaśpiewać...
          Trochę kiczowaty wstęp do "No Easy Way Out", sugeruje kolejną balladę, ale już po chwili mamy riff, jakby żywcem wyjęty spod palców Iommiego. Niestety utwór został trochę przekombinowany poprzez dodanie niezbyt udanego refrenu i wolniejszego fragmentu rodem z "No More Tears". Szkoda, gdyż to naprawdę dobry "kawałek".
          Podobny zabieg zastosowano w kojarzącym się z utworami z "No Rest For The Wicked" - "That I Never Had", jednakże w tym przypadku to się sprawdziło, a cały utwór od początku do końca zachwyca.
          Utwór numer 6 znowu zaskakuje. "You Know... (Part 1)" to fajna, bardzo osobista "muzyczna miniaturka", w której tekście można dopatrywać się próby pojedniania z córką z pierwszego małżeństwa Ozzy'ego - Jessicą. Dopisek "Part 1" sugeruje, że możemy oczekiwać drugiej części, a zatem... kolejnego albumu Ozza (???).
          Kolejna piosenka - "Junkie" to dla mnie numer 1 na albumie. Utrzymana w klimacie starego, dobrego Black Sabbathu, okraszona świetnym rifferm i niesamowitą solówką. Warto zwrócić uwagę na tekst, w którym widać jak bardzo zmienił się stosunek Ozzmana do narkotyków od czasów "Flying High Again". Podobny, sabbathowy charakter ma "Black Illusion", z tym że w tym przypadku można trochę ponarzekać na refren. Oba te kawałki przedziela kolejna doskonała ballada - "Running Out Of Time", podobnie jak "Dreamer" nasuwająca skojarzenia z Beatlesami. Co tu ukrywać, Ozzy jest mistrzem w pisaniu takich "numerów" ! Ostatnie dwa "kawałki" uważam za najsłabsze na albumie, co nie znaczy że są kiepskie. W obu przypadkach "szwankują" refreny. Szkoda, gdyż zwłaszcza "Can You Hear Them ?", z wspomnianym wcześniej niesamowitym perkusyjnym wstępem, apokaliptycznym wrecz riffem i bardzo "nowoczesną" linią melodyczna, to potencjalny hicior. Mówi się trudno.
          Dla mnie ten album już jest klasyką. Ale czy jest najlepszy z dotychczasowych longplayów Ozza ? Czas pokaże, ale ja już stawiam go obok moich ulubionych "Blizzard Of Ozz" i "No More Tears"...
          Jedno jest pewne - Ozzy wraz z przyjaciółmi po raz kolejny udowodnił, kto rządzi w heavymetalowym królestwie. I wciąż, mimo nagonki i wyzywania od "dziadków", pozostaje niedoścignionym wzorem dla całego metalowego świata. Howgh !

Recenzent: Ocena: Do Dyskografii:
Elwood 5 Wróć...


Recenzja 2:
          Nigdy nie przypuszczałem, że na ten album przyjdzie nam czekać aż 6 lat!!! "No More Tears" dzielą od Ozzmosis 4 lata, na "Down to Earth" czekaliśmy już 6... Aż strach pomyśleć co będzie dalej :) Nieważne, cieszmy się tym co mamy. A co mamy?
          Po prostu kolejny bardzo dobry album, który powinnien sie spodobać wszystkim fanom tego artysty. Nie ukrywam jednak, że jest to "krążek" trudny w odbiorze. W przeciwieństwie do poprzednich albumów ten nie "rzuca od razu na kolana", a to przede wszystkim dlatego, że Ozzy zaniedbał troche melodie na rzecz nadania kompozycjom odpowiedniego ciężaru. Zabieg ten zdecydowanie się powiódł i niewątpliwie najbardziej przyczynił się do tego Zakk Wylde, a właściwie jego gitara (jestem pewien że gdyby zagrał tu Joe Holmes to album nawet w polowie nie byłby tak dobry).
          Kolejną rzeczą, która odróżnia tę płytę od poprzednich jest (stosunkowo) prosta budowa utworów. Czesto oparte są one na jednym motywie czy riffie, który prowadzi cały utwór. To napewno sprawiło, że ten album wielu osobom skojarzy sie z dokonaniami macierzystego zespołu Osbourne'a (zgadnijcie o jaki band chodzi? :)
          Mimo braku typowych przebojów, na pewno da się na płycie wyróżnić piosenki lepsze i gorsze. Do moich faworytów zaliczyłbym :
          - oczywiście singlowy "Gets Me Through" z pieknym,fortepianowym wstepem oraz genialną solówką Wylde'a
          - "Facing Hell" (chyba najlepszy utwór na albumie) Świetny, mroczny, przygniatający swoim ciężarem "kawałek" z diabelskim śmiechem Ozza w refrenie.
          - piękną, fortepianową balladę "Dreamer", która budzi mocne skojarzenia z Lennonowskim "Imagine" (chyba właśnie za to ją z miejsca pokochałem) oraz (mniejsze) z "Changes" Black Sabbath
          - "That I Never Had", z a świetną, czadową "jazdę", za którą oczywiśćie odpowiedzialny jest Zakk Wylde.
          Do reszty utworów nie mam oczywiscie żadnych zarzutów. Wszystkie są naprawdę dobre, nie czuć tu niczego "na siłę".
          Ozzy Osbourne po raz kolejny potwierdził, że ma jeszcze dużo ciekawego do powiedzenia w tym businessie, a korona "króla ciężkiego grania" nadal mocno trzyma mu się na głowie.
          Tak trzymaj, Ozzy.

Recenzent: Ocena: Do Dyskografii:
Cantrell 5 Wróć...


Recenzja 3:
          Wszyscy fani charyzmatycznego Ozzy'ego z utęsknieniem wyczekiwali nowego krążka. W dniu od dawna zapowiadanej premiery, z dreszczykiem emocji umieszczali płytę w czytnikach i... ...nie zawiedli się.
          Spokojny, klawiszowy wstęp w "Gets Me Through" kazał nam czekać do pierwszego mocnego wejścia (dojść charakterystyczny element kompozycyjny) i znów mogliśmy się rozkoszować ciężkimi riffami Zakka i głosem mistrza gatunku.
          O zgraniu się muzyki z wprost perfekcyjnie wbijającym się w brzmienie riffów Ozzym, mieliśmy okazję przekonać się niejednokrotnie. Na Down To Earth najlepiej oddają to "Facing Hell" i "No Easy Way Out". Pan Wylde nie zrezygnował z typowych dla siebie zjazdów, czyniąc z nich niemal podstawowy element łączenia poszczególnych fraz. Pewną nowość zauważyć można w solówkach, które wydają się być bardziej chaotyczne i wręcz wyrwane z utworu. Można doszukiwać się tutaj stylizacji na hendrixowskie granie z dawnych lat, ale przyczyna jest chyba inna - Zakk dostał do zagrania gotowy materiał, pozwolono mu dodać tylko własne solówki....
          Jak zwykle mocnym elementem są kawałki wolniejsze, reprezentowane tu przez "Dreamer" i "Running Out Of Time", przykuwające uwagę i we właściwy Ozzy'emu sposób wpływające na emocje. Taką muzykę odbiera się niemal wszystkimi zmysłami. Z pewnością byłyby to wielkie hity, gdyby nie fakt, iż wciąż Ozzy kojarzony jest z... diabolicznym wizerunkiem (dla wielu potwierdzeniem jest okładka albumu). W wyniku testu, przeprowadzonego z Dreamer na osobach preferujących muzykę zdecydowanie delikatniejszą i "chrześcijańską", okazało się, że piosenka "całkiem fajna". Gdy dowiedzieli się kto jest wykonawcą usta się wykrzywiły i odezwały się głosy krytyki. Prowadzi to do wniosku, że wciąż pokutuje dawny wizerunek Ozzy'ego, który przysparza mu tyle samo zwolenników (głównie młodych i zbuntowanych) co przeciwników (starszych i bardziej konserwatywnych).
          Down To Earth to kolejny kawałek muzyki na wysokim poziomie. Szkoda tylko, że brak tu przełomu kreującego nową drogę, a do opisu utworów konieczne są słowa: typowe, charakterystyczne, jak zwykle. Choć... może to i lepiej.

Recenzent: Ocena: Do Dyskografii:
Karol 5 Wróć...


 


     Płyty Studyjne
     Single
     Reedycje
     Gościnnie
     Inne