Kliknij Kliknij Kliknij Kliknij

 
     Wstęp
     Aktualności

     Biografia
     Kalendarium
     Cytaty
     Ciekawostki

     Dyskografia
     Utwory
     Teksty
     Tłumaczenia
     Wideografia/DVD
     Bootlegi
     Trasy koncertowe

     Dyskografia
     Teksty
     Tłumaczenia
     Artykuły
     Cytaty

     Gitarzyści
     Basiści
     Perkusiści


Teksty Przetłumaczone Teksty Oryginalne
Teksty
Wykonawca: Ozzy Osbourne
Tytuł albumu: Blizzard Of Ozz
Rok wydania: 1980
Wytwórnia: Jet Records

Wykonawcy:
           Ozzy Osbourne - wokal;
           Randy Rhoads - gitara;
           Bob Daisley - gitara basowa;
           Lee Kerslake - perkusja;
           gościnnie: Don Airey - klawisze

Lista kawałków:
            1. I Don't Know 5:11
            2. Crazy Train 4:49
            3. Goodbye To Romance 5:32
            4. Dee (utwór instrumentalny) 0:50
            5. Suicide Solution 4:17
            6. Mr. Crowley 4:55
            7. No Bone Movies 3:53
            8. Revelation (Mother Earth) 6:10
            9. Steal Away (The Night) 3:28

Łączny czas: 39:35

Single:
           1. Crazy Train
           (Crazy Train i You Looking At Me Looking At You)
           (Crazy Train i Steal Away (The Night))

           2. Mr. Crowley
           (Mr Crowley i You Said It All (wersja koncertowa))



Krótko zwięźle i na temat:
Jeden z najważniejszych i najlepszych albumów heavy metalowych. Wstyd nie znać !


Recenzja:
          Pod koniec 1979 roku (tuż po koncertach promujących album "Never Say Die") Tony Iommi decyduje się wyrzucić Ozzy'ego Osbourne'a z zespołu Black Sabbath. Powodem były narastające kłopoty wokalisty z narkotykami i alkoholem oraz jego znudzenie działalnością grupy. Decyzję zespołu przekazuje Ozzy'emu najbliższy przyjaciel - Bill Ward. Jak wspomina Geezer Butler wszyscy byli bardzo smutni i prawie się popłakali, ale wiedzieli że nie ma innego wyjścia - Iommi uznał iż pan Osbourne był skończony i nie nadawał się do niczego, a wiadomo, że do lidera zawsze należy ostateczna decyzja. Jego następcą w Black Sabbath zostaje jeden z najlepszych wokalistów hard rockowych wszech czasów - Ronnie James Dio (wcześniej m.in. w Rainbow, później wielka kariera z własnym zespołem DIO). Natomiast Ozzy Osbourne popada w głęboką depresję i przeżywa najcięższy i najgorszy okres w całym swoim życiu. Kilka następnych miesięcy spędza w obskurnym hotelu, upijając się i zażywając narkotyki każdego dnia.

          Pewnego dnia Sharon Arden (córka Dona Ardena - menadżera BS) zjawiła się u niego, aby Ozzy zwrócił jej dług. Kiedy zobaczyła w jak okropnym stanie znajduje się "była" gwiazda, postanowiła mu pomóc. Namówiła go do powrotu do muzyki. To przede wszystkim dzięki niej Ozzy decyduje się rozpocząć karierę solową. Odrodzony psychicznie i fizycznie rozpoczyna kompletowanie nowego zepołu.
          W Stanach Zjednoczonych ondajduje Randy'ego Rhoadsa - 23 letniego gitarzystę zespołu Quiet Riot. Oprócz niego do zespołu dochodzą doskonale znani w świecie muzyki - basista Bob Daisley i perkusista Lee Kerslake. W czwórkę rozpoczęli prace na nowym albumem pod tytułem "Blizzard Of Ozz". Kiedy robota była już skończona, okazało się, iż wytwórnie płytowe nie były zbytnio zainteresowane wydaniem albumu. Na szczęście CBS Records postanowiła zaryzykować i go wydać, choć mało brakowało a kontrakt zostałby zerwany (słynny incydent z odgryzieniem przez Ozzy'ego głowy żywemu gołębiowi i rzuceniu jej na biurko szefa wytwórni). Mało kto (oprócz Sharon i członków zespołu) wierzył w "wielki comeback" Ozzy'ego. Jakże się mylili !!
          Gezer Butler wspomina, że gdy usłyszał tę płytę, po prostu powaliła go na kolana, nigdy się nie spodziewał, że Ozzy będzie w stanie jeszcze cokolwiek nagrać, a tym bardziej, że będzie to taki dobry materiał. Album sprzedawał się jak "ciepłe bułeczki" i z miejsca stał się bestsellerem oraz jednym z największych wydarzeń muzycznych roku. Prasa zamieszczała entuzjastyczne recenzje, na koncertach zjawiały się tłumy... Na sukces debiutanckiego albumu Ozzy'ego złożyło się wiele czynników, ale tym najważniejszym jest gitarzysta - pan Randy Rhoads. Oto zupełnie nieznany i młodziutki muzyk z miejsca dołącza do gitarowego panteonu sław i rzuca cały muzyczny świat na kolana. Podziw wzbudzała przede wszystkim jego prędkość gry na gitarze, a ponadto świetne melodyjne riffy i ponaddźwiękowe solówki. Rhoads z miejsca został uznany "odkryciem roku" i wróżnono mu wielką przyszłość. To dzięki niemu "Blizzard Of Ozz" jest uważany pod względem gitarowym za jeden z najlepszych albumów wszech czasów... Nie możemy zapominać jednak o muzykach z sekcji rytmicznej. Daisley i Kerslake to muzycy z dużym bagażem doświadczeń, toteż nie dziwi fakt perfekcyjności sekcji rytmicznej w każdym z utworów. No i w końcu sam Ozzy. Nie dość, że napisał rewelacyjne teksty do każdego utworu, to jescze wspiął się na wyżyny swoich możliwości wokalnych. Tak dobrze śpiewającego Ozzmana jeszcze nie słyszano...
          Widzimy więc, iz ta czwórka jest po prostu klasą dla samych siebie. Warto dodać, iż to właśnie oni wyprodukowali tenże album, czyniąc to perfekcyjnie w każdym calu.

          Czas najwyższy przejść do omówienie poszczególnych utworów na albumie... Na początku mamy coś na kształt skrzyżowania echa stukniętego gongu z przelatującym samolotem, jednak już po chwili słyszymy pierwsze akordy gitary - znakomity riff rozpoczynający "I Don't Know". Jest to niezwykle szybki i dynamiczny kawałek z fajnym tekstem ("nie jestem żadnym Bogiem ani prorokiem i tak jak innu nie znam odpowiedzi na nurtujące ludzkość pytania") i refrenem. Warto zwrócić uwagę na następujące w środku utworu zwolnienie tempa i następujacą po nim solówkę. Już to pierwsze solo pokazuje na co stać pana Rhoadsa - gitarzysta nie "odkrywa od razu wszystkich kart", ale i tak zachwyca.
          Pod numerem drugim ukrywa się jeden z moich ulubionych kawałków Ozzmana i jeden z jego największych przebojów - "Crazy Train" . Nie ma co tu się rozpisywać - ten kawałek to po prostu heavy-metalowy klasyk, który trzeba znać. Mamy tutaj świetny poczatek (Ozzy wydziera się wniebogłosy, wchodzi bas z perkusją, a po chwili pojawia się gitara) cudowny gitarowy wstęp i bardzo ciekawy riff przechodzący w rewelacyjną linie melodyczną, a ta z kolei w odlotowy refren. Nie można jeszcze zapominać o solóweczce - rozkłada na łopatki.
          Teraz czeka nas kilkuminutowy odpoczynek przy świetnej balladzie "Goodbye To Romance", w której Ozzy "rozlicza się" z przeszłością i żegna kolegów z Black Sabbathu. Uwagę zwraca doskonały miks dźwięków gitary akustycznej i elektrycznej, świetna linia basu i bardzo fajny refren, choć może pojawia się on zbyt często. Jest jeszcze jedna rzecz - klawisze na zakończenie utworu. Nie wiem, czyj to był pomysł, ale przyznałbym temu kogoś jakąś osobistą nagrodę. Klawiszowej końcówki z tego utworu mógłbym słuchać bez końca - genialna melodia i wspaniałe zakończenie. Cudo !!!
          Po chwili zaczyna się "Dee" - króciutki utwór na "pudło" napisany przez Randy'ego Rhoadsa dla swojej mamy. Jest to po prostu fajny utwór instrumentalny, bez żadnych fajerwerków i sztuczek, ale i tak cholernie trudny do zagrania.
          No, ale koniec już tej sielskiej atmosfery - rozpoczynamy "Suicide Solution". Główne atuty tego utworu to powalający, mocny riff, doskonała gitara i świetny tekst, poświęcony Bonowi Scottowi z AC/DC, który zginął dusząc się własnymi wymiocinami w czasie snu (wcześniej wypił bardzo dużo alkoholu). Tekst wbudzał wiele kontrowersji (Ozzy miał z tego powodu nawet sprawy w sądzie), gdyż tytuł odczytywano nie jako "samobójcza mieszanka" i odniesienie do alkoholu, lecz jako "samobójcze rozwiązanie" i zachęcanie do targnięcia się na własne życie... Wracając jednak do samego utworu, należy podkreślić brak solówki, w jej miejsce Randy zagrywa różne akordy, a Ozzy "wydobywa" z siebie różne dziwne zdania.
          "Pod szóstką" (nie mam na myśli mojej sąsiadki) ukrywa się kolejny megahit - "Mr. Crowley" - tym razem o niejakim Aleisterze Crowleyu (chyba najsłynniejszym współczesnym czarnym magiku). Nieznajomość tego utworu to po prostu wstyd. Najpierw mamy genialny, ponad 50-sekundowy mroczny wstęp na organach, aż w końcu Ozzy wydziera się: "Misteeeer Crowleeeey - what went on in your head ?" i wchodzi Randy z doskonałym riffem. Utwór jest niezwykle melodyjny i dynamiczny, są dwie zapierające dech w piersiach solówki. To właśnie w tej piosence widać jak wielkie umiejętności i możliwości posiadał Randy Rhoads. Drugie solo to po prostu mistrzostwo świata !!!
          Następnie mamy "No Bone Movies", może nie tak rewelacyjny, ale również bardzo dobry - kolejny fajny riff i melodyjny refren. Ponadto kolejny świetny tekścik - o pewnym gatunku filmów lecących z reguły po godzinie 22.
          Zostały nam jeszcze dwie perełki... Najpierw druga ballada na albumie - pesymistycza i smutna "Revelation (Mother Earth). Podoba mi się tutaj kolejne wymieszanie "pudła" i "elektryka", świetne klawisze, dzwony rurowe i smutny śpiew Ozzy'ego. Niepotrzebnie dodano do tego różne komputerowe głosy i inne dziwactwa. Co ciekawe druga połowa utworu jest w całości instrumentalna z fajnymi klawiszami i gitarą.
          Album zamyka rewelacyjny "Steal Away (The Night)" - niesamowicie dynamiczny i melodyjny. Świetne zakonczenie tegoż arcydzieła...

          Czy komuś się to podoba, czy nie "Blizzard Of Ozz" należy do heavymetalowej klasyki i stanowi jeden z najważniejszych albumów w historii tej muzyki. Jest to po prostu album, który trzeba znać. Lektura obowiązkowa !!!


Recenzent: Ocena: Do Dyskografii:
Elwood 6! Wróć...


 


     Płyty Studyjne
     Single
     Reedycje
     Gościnnie
     Inne